(...)+ Nie sądzić nigdy nikogo, dla innych mieć oko pobłażliwe, a dla siebie surowe. Do Boga odnosić wszystko, a w oczach własnych czuć się tym, czym jestem – to jest największą nędzą i nicością. W cierpieniach zachowywać się cierpliwie i spokojnie, wiedząc, że wszystko z czasem przeminie. (Dz 253)

+ Chwile, które przeżywałam w czasie ślubów wieczystych to nie należy mówić. Jestem w Nim, a On we mnie. W chwili, kiedy mi wkładał ksiądz Biskup obrączkę,
Bóg przeniknął cała istotę moja, a nie umiejąc tego wyrazić, pozostawiam te chwile w
milczeniu. Obcowanie moje z Bogiem jest tak ścisłe od tych ślubów wieczystych, jakiego nigdy przedtem nie miałam. Czuję, ze kocham Boga i czuję, że On mnie kocha. Milsza mi jedna godzina u stóp ołtarza spędzona w największych oschłościach ducha, aniżeli sto lat rozkoszy w świecie. Wolę być w klasztorze popychłem nic nie znaczącym, niż na świecie królowa. (Dz 254)

+ Ukrywać się będę przed wzrokiem ludzkim cokolwiek czynić będę dobrego, aby przez to Bóg sam był zapłatą moją, a jako mały fiołek ukryty w trawie nie rani stopy ludzkiej, która go depcze, ale wydaje woń zapominając zupełnie o sobie, stara się uprzyjemnić osobie przez którą jest zdeptany. Chociaż dla natury jest to bardzo ciężkie, ale łaska Boża przychodzi z pomocą. (Dz 255)

+ Dziękują Ci, Jezu, za tę wielka łaskę, żeś mi dał poznać przepaść nędzy mojej, wiem, że jestem otchłanią nicości, i gdyby mnie nie podtrzymywała łaska Twoja święta, to w jednym momencie obróciłabym się w nicość. A więc każdym uderzeniem serca dziękuję ci Boże za wielkie miłosierdzie względem mnie. (Dz 256)

Jutro mam wyjechać do Wilna. Dziś byłam u spowiedzi u Ojca Andrasza, u tego kapłana, która ma wielkiego ducha Bożego, który mi rozwiązał skrzydła do lotu – do największych wyżyn. Uspokoił mnie we wszystkim i każe mi wierzyć w Opatrzność Bożą. – Ufaj i idź śmiało. Po tej spowiedzi udzieliła mi się dziwna moc Boża. Ojciec kładł nacisk, abym była wierna łasce Bożej i powiedział – jeżeli nadal zachowasz tę prostotę i posłuszeństwo, to nic ci się złego nie stanie. Ufaj Bogu, na dobrej drodze jesteś i w dobrych rękach jesteś – w Bożych rękach. (Dz 257)

+ Wieczorem pozostałam trochę dłużej w kaplicy. Rozmawiałam z Panem o pewnej duszy. Ośmielona dobrocią Jego – rzekłam: Jezu, dałeś mi tego Ojca, który mnie zrozumiał w tych natchnieniach i znowuż mi go zabierasz. Co ja tam pocznę w tym Wilnie. Nikogo nie znam, nawet i mowa tamtejszych ludzi jest mi obca. I rzekł mi Pan – nie lękaj się, nie pozostawię cię samą. Zatonęła dusza moja w modlitwie dziękczynnej za wszystkie łaski – jakich mi udzielił Pan za pośrednictwem Ojca Andrasza. Nagle sobie przypomniałam owe widzenie, w którym widziałam tego kapłana pomiędzy konfesjonałem a ołtarzem, ufając, że go kiedyś poznam i żywo mi stanęły te słowa, które usłyszałam: on ci dopomoże spełnić wolę Moja na ziemi. (Dz 258)

Dnia 27 [maja 1933] wyjeżdżam do Wilna. Kiedy wyszłam przed dom, spojrzałam na cały ogród i dom, kiedy spojrzałam na nowicjat, nagle łzy mi popłynęły z oczu. Wspomniałam na wszystkie dobrodziejstwa i łaski, których mi udzielił Pan. Wtem niespodziewanie ujrzałam Pana przy klombie, który mi powiedział: nie płacz, Ja jestem z tobą zawsze. Obecność Boża, która mnie ogarnęła wówczas, kiedy mówił Pan Jezus, trwała przez cały czas podróży. MIAŁAM POZWOLENIE WSTĄPIĆ DO CZĘSTOCHOWY. Po raz pierwszy ujrzałam Matkę Bożą kiedy poszłam rano o godzinie piątej na odsłonięcie obrazu. Modliłam się bez przerwy do godziny jedenastej i zdawało mi się, że dopiero co przyszłam. Matka tamtejsza Przełożona przysłała po mnie Siostrę, żebym przyszła na śniadanie, i martwi się, ze się spóźnię na pociąg. Wiele mi powiedziała Matka Boża. Oddalam Jej swoje śluby wieczyste, czułam, ze jestem Jej dzieckiem, a Ona mi Matką. Nic mi nie odmówiła, o co Ja prosiłam. (Dz 259-260)


26 wsd koszalin26 barka tv   26 dobre media     26 dzielo biblijne   GN logo jpg newlogo diec